Wczoraj na metę regat Vendée Globe wpłynęło aż trzech zawodników. Jean Le Cam (SynerCiel) zajął piąte a Mike Golding (Gamesa) szóste miejsce. Bernard Stamm (Cheminées Poujoulat) od 9 stycznia płynął poza klasyfikacją, ale był witany przez publiczność równie gorąco jak pozostali bohaterowie oceanów. Z racji nie najnowszych jachtów wszyscy trzej mieli warunki trudniejsze niż czołówka, która dysponując szybszymi jednostkami utrzymywała się przed rozległymi układami niżowymi, korzystając z silnych wiatrów im towarzyszących. Le Cam, Golding i Stamm dużo częściej niż ich poprzednicy zmagali się ze sztormami na trasie. Można powiedzieć, że ich regaty były dużo trudniejsze. <br/> <br/> Jean Le Cam, we Francji zwany Królem z racji swoich dokonań żeglarskich, wpłynął na metę o godzinie 12.14 UTC zajmując piątą lokatę. Był to trzeci start Jeana w regatach VG, raz nie ukończył, a w edycji 2004-05 był drugi.) Czas wokółziemskiej pętli – 88 dni 12 minut 58 sekund. Średnia prędkość do celu 11,5 węzła na trasie teoretycznej 24 394 Mm, średnia prędkość nad dnem 13,1 w (przepłynął w sumie 27 575 Mm). Na mecie wyprzedził rywalizującego z nim przez cały wyścig Mike’a Goldinga o zaledwie 88 mil. 53-letni Bretończyk znany jest z ciętego języka i bezkompromisowości. Jego radość na mecie była ogromna, a piąte miejsce na jachcie z roku 2007 to bardzo dobry wynik. Przed startem nie opowiadał o treningach i latach przygotowań – po prostu wsiadł na jacht i popłynął. Żywiołowo reagował na różne wydarzenia we flocie – był inicjatorem apelu do komisji regat oraz IMOCA o zmianę decyzji w sprawie dyskwalifikacji Bernarda Stamma i wprost krytykował wszystko to, co mu się nie podobało. <br/> <br/> Brytyjczyk Mike Golding wpłynął na metę o godzinie 18.38 UTC, sześć godzin i 23 minuty za Le Camem, zajmując miejsce szóste na podium. Jest pierwszym żeglarzem, który trzykrotnie ukończył regaty Vendée Globe (zwykle kończy połowa zawodników, więc jest to ogromny sukces), a startował cztery razy. Pojedynek o piąte miejsce między nim a Francuzem trwał od grudnia – często płynęli blisko siebie i niewątpliwie rozgrywali indywidualne regaty, znajdując się w podobnych układach pogodowych. Była to niejako powtórka z edycji 2004-05, kiedy Le Cam zajął drugie, a Golding trzecie miejsce na podium. <br/> <br/> Czas Goldinga to 88 dni 6 godzin 36 minut 26 sekund, łączna liczba przepłyniętych mil to 27 281 a średnia prędkość 12,9 węzła. Mike musiał jednak „odpuścić” na końcówce regat, gdyż szalejący na Zatoce Biskajskiej sztorm wzmagał przeciek ze skrzyni kila (uszkodzenie powstało kilka dni wcześniej). Dużo ważniejsze było przecież ukończenie wyścigu niż spektakularna katastrofa tuż przed metą… <br/> <br/> „To ogromna ulga, dopłynąć do mety” – mówił Golding po dopłynięciu do portu. „Nie było to moje najłatwiejsze Vendee Globe, tak naprawdę było najtrudniejsze, ze względów pogodowych. Jacht sprawował się dobrze, pomimo drobnych kłopotów, ale dla całej grupy podobnych jednostek (SynerCiel, Gamesa & Mirabaud) były to bardzo ciężkie regaty, aż do samego końca. Na Zatoce Biskajskiej miałem 50 węzłów wiatru i po raz pierwszy musiałem użyć najmniejszego foka sztormowego jaki miałem. (…) Nie startowałem jednak w Vendee Globe – ani w żadnych innych regatach – po to, żeby uzyskać liczbową przewagę. Robiłem to dla współzawodnictwa, dla zwycięstwa, dla spełnienia marzeń. Nie wygrałem, ale podążając za tym marzeniem, zrealizowałem kilka innych – między innymi ukończyłem te regaty trzy razy. To wielki zaszczyt.” <br/> <br/> Więcej na www.energasailing.pl